CHAPTER ONE
............................................................................................................................................................
ᴬˡˡ ᵃˡᵒᶰᵍ ᶤᵗ ʷᵃˢ ᵃ ᶠᵉᵛᵉʳ
ᴬ ᶜᵒˡᵈ ˢʷᵉᵃᵗ ʰᵒᵗ⁻ʰᵉᵃᵈᵉᵈ ᵇᵉˡᶤᵉᵛᵉʳ
ᴵ ᵗʰʳᵉʷ ᵐʸ ʰᵃᶰᵈˢ ᶤᶰ ᵗʰᵉ ᵃᶤʳ ᴵ ˢᵃᶤᵈ ˢʰᵒʷ ᵐᵉ ˢᵒᵐᵉᵗʰᶤᶰᵍ
ᴴᵉ ˢᵃᶤᵈ˒ ᶤᶠ ʸᵒᵘ ᵈᵃʳᵉ ᶜᵒᵐᵉ ᵃ ˡᶤᵗᵗˡᵉ ᶜˡᵒˢᵉʳ
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
SнαяƖєηє
..................................................................................................
Młoda Sharlene nigdy nie sądziła, że jej szczęśliwa rodzina kiedyś mogłaby się rozpaść. Kochała oboje swych rodziców; poświęciłaby dla nich wszystko. Wojna w świecie czarodziejów, którą rozpętał Czarny Pan zbliżyła ich do siebie jeszcze bardziej. Drżeli wzajemnie o swe życia, chronili się, jak mogli. Mimo, iż Voldemort działał głównie w Anglii, również inne kraje odczuły skutki jego śmiercionośnych i złowrogich działań. Rodzina Sharlene na szczęście uszła z tego cało. Wydawać by się mogło, iż nic nie jest w stanie zakłócić ich wzajemnej miłości. Przecież przetrwali tak poważny kryzys... Tak wielkie niebezpieczeństwo, tak wiele kłótni i strachu z tym związanymi.. Ale jednak stało się. Pojawiła się kobieta. Konkretniej - na drodze jej ojca pojawiła się kobieta i to ona doprowadziła do rozpadu ich rodziny. Pan Margritte chętnie rzucił się w ramiona młodszej kobiety, raniąc przy tym żonę i córkę. Sharlene znienawidziła ojca. Nie potrafi mu wybaczyć, że zniszczył ich rodzinę. Wraz z matką wróciła w jej rodzinne strony. Rudowłosa błagała matkę, by zostały we Francji. Ostatni rok szkoły chciała bowiem spędzić w Beauxbatons, do którego uczęszczała od początku. Chciała doczekać końcowych egzaminów oraz zakończenia akademii wraz ze swymi przyjaciółmi i chłopakiem. Lecz matka była nieugięta. Chciała powrócić w rodzinne strony, zostawiając swego męża we Francji, wraz z kochanką, która... Jak się okazało, była nauczycielką w Beauxbaton. A Sheri nie miała wyjścia. Musiała wyjechać z matką, z ojcem ani śniło jej się zostawać. Pożegnała się z przyjaciółmi, z chłopakiem, który obiecał, iż po zakończeniu szkoły do niej przyjedzie. Przeprowadzi się dla niej do Anglii. Musieli tylko wytrwać rok.. bardzo długi i ciężki dla Sharlene rok, bowiem wiązał się on dla rudowłosej z całkowitą zmianą otoczenia. Nowy dom, nowe miejsce zamieszkania, nowy kraj. Nowa szkoła, nowi znajomi, brak przyjaciół... Niechętnie dała się wyciągnąć matce na zakupy. Wiedziała, iż prędzej czy później będzie musiało to nastąpić. Przecież miała całą listę rzeczy do kupienia! Rozpiska bowiem przyszła do niej wraz z listem powitalnym z Hogwartu, informującym o przyjęciu jej na siódmy rok nauki. Podążała za matka niczym cień, uważnie rozglądając się po londyńskich ulicach. To miasto tak bardzo różniło się od piaszczystego, słonecznego wybrzeża Francji, gdzie wcześniej mieszkała.. Jej poziom irytacji wzrósł, gdy matka zabrała ją w jakiś dość opuszczony zaułek. - Matko, gdzie ty mnie zabierasz? - spytała, z zażenowaniem patrząc, jak ta naciska kolejne cegły ściany jakiegoś budynku. Odbiło jej. Kompletnie jej odbiło.. Sharlene przyglądała się poczynaniom matki, zaczynając myśleć, iż tej poprzestawiały się coś w głowie. W przekonaniu tym utwierdzała ją samą kobieta, która to po chwili odwróciła się do córki z triumfalnym uśmiechem, wskazując dłonią na ścianę za sobą.
- Okeeeej..? - Sheri nie wiedziała, czy mama robi sobie z niej żarty.
- Mamo. To ściana. Zwykła, ceglana, stara... - urwała, gdy cegiełki nagle zaczęły się poruszać, rozsuwając się, a jej oczom ukazał się widok nie z tego świata. Zatłoczona ulica, pełna chodzących w tę i we w tę ludzi. A raczej czarodziejów, co można było wywnioskować po niektórych strojach. Gwar unosił się w powietrzu, a dookoła otaczały ja budynki zgoła niepodobne do mugolskich. Dziwne sprzęty wyglądające przez szyby witryn, zwierzęta, magiczne szyldy.. Sharlene z zachwytem przekroczyła wejście.
- Robi wrażenie, nie? - matka z szerokim uśmiechem szturchnęła swą latorośl łokciem w bok, lecz rudowłosa zbyt zajęta była chłonięciem obrazu magicznej rzeczywistości, by chociażby stęknąć boleśnie w odpowiedzi.
- Chodź. Czas na zakupy! - pełen entuzjazmu głos matki po części udzielił się również jej. Chciała zwiedzić każdy z tych sklepów i zobaczyć, co ma do zaoferowania. I tak poczęły robić; odwiedzały kolejne lokale; z miotłami, ze zwierzętami, z szatami, z innymi sprzętami... Aż w końcu zmęczenie obu dało się we znaki. Pani Margritte wyciągnąć chciała córkę na coś słodkiego, aczkolwiek ta zauważyła szyld księgarni; jako miłośniczka książek nie mogła tam nie wejść! No i oczywiście jeszcze podręczniki zostały z jej szkolnej listy zakupów.
- Idź coś zamów, a ja za chwilę do ciebie dołączę. - rzuciła, idąc już w kierunku księgarni.
- Dobrze, będę tu naprzeciwko! - zawołała za nią jeszcze kobieta, a Sharlene weszła do miejsca, które zawsze uwielbiała odwiedzać. Aura księgarni była cudowna. O wiele lepsza, niż w mugolskich. Tyle ksiąg.. Magicznych. Oprawionych w skóry. Starych, nowych. Egzemplarzy zupełnie przeciętnych, jak i niezwykle drogich pozycji. Pachniało pergaminem, który Sheri tak bardzo uwielbiała. Chodziła między regałami, pokuszając się o dotknięcie co niektórych grzbietów ksiąg oraz o zajrzenie do wielu z nich. Gdy odkładała na półkę ostatni trzymany przez siebie egzemplarz, usłyszała za sobą czyjś głos.
- Witam. Czy w czymś panience pomóc?
Odwróciła się i ujrzała sympatyczne, uśmiechnięte oblicze starszego mężczyzny. Zapewne właściciela. Stwierdziła, iż świetnie się składa, gdyż sama w życiu nie odnalazłaby potrzebnych jej książek.
- Dzień dobry. Yhmm.. w sumie to tak.. - zaczęła nieśmiało, grzebiąc w torebce. W końcu odnalazła spis podręczników. - Potrzebuję książek z tej listy.
Mężczyzna rzucił okiem i ponownie spojrzał z uśmiechem na rudowłosą.
- Siódma klasa, hm? Ostatnia. Pewnie będziesz tęsknić za Hogwartem. - rzekł życzliwym tonem i ruszył gdzieś między regały w celu skompletowania ksiąg. Sheri natomiast zacisnęła usta. Jak ma tęsknić za tą szkołą, skoro jej nie zna i aż boi się tam iść? Wbiła wzrok w podłogę. Poczuła się jednak dziwnie; jakby ktoś się jej przyglądał. Nieśmiało uniosła wzrok i ujrzała stojącego nieopodal blondyna. Kolor jego włosów był tak charakterystyczny. Wysoki, młody chłopak, którego stalowe tęczówki przyglądały się uważnie rudowłosej. Sharlene spuściła onieśmielone wzrok i podążyła za sprzedawcą, który zdążył już jej zniknąć z oczu między półkami. Mijając blondyna, nie uniosła wzroku, czując coraz większą nieśmiałość. Tyle tu obcych ludzi i miejsc, których nie zna... Nie miała pojęcia, jak przeżyje ten rok. Oby lata, Sheri. Oby do lata.. - pocieszała się w myślach, stając przy lądzie i czekając, aż sprzedawca skompletuje jej zestaw podręczników i będzie mogła stąd jak najszybciej wyjść i wrócić do matki, którą jedyną w tym obcym kraju znała...
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
Ɗяαcσ
...................................................................................................
Bitwa o Hogwart. Rodzinne kłótnie. Poprawianie roku. To wszystko zmieniło Draco nie do poznania. Już co prawda od czwartego roku nie był typowym Malfoyem, jak jego ojciec. Głośny, groźny, ale tylko na pokaz, bo w głębi siebie był tchórzliwym i nic nieznaczącym człowiekiem. Zaiste jego charakter i zachowanie były kształtowane przez całe życie właśnie przez Lucjusza. Draco miał być kimś, miał być szanowany, mieli się go bać, nie mógł okazywać dobroci, czy słabości. Zawsze w centrum uwagi, zawsze z podniesioną głową, wredny dla wszystkich, ale czy.. czy ktoś kiedyś spytał go o to czy on chce taki być? Czy ojciec kiedykolwiek spytał o to czego chce jego syn? Nie. Tylko matka była tą, do której mógł pójść z każdym problemem, choć czynił to naprawdę rzadko. Wstydził się problemów, słabości, rozterek. Wolał wszystko dusić w sobie, niż powiedzieć o tym co go trapi. Tak naprawdę Malfoy umiał być każdym: swoim ojcem, śmierciożercą, dobrym sługą, dobrym uczniem. Umiał naśladować każdego, lecz nie potrafił być sobą.
Irytacja wzięła w górę, gdy po raz ósmy przekraczał progi każdego dobrze znanego sobie sklepu. Ten z pelerynami, ten z różdżkami (bo poprzednia uległa zniszczeniu), ten z ziołami i tak dalej, i tak dalej. Aż do końcu ostatni cel - księgarnia. Wszedł do niej niczym do siebie. Z wysoko uniesioną głową, czekając tylko aż właściciel ukłoni mu się niczym po same stopy. Nic takiego nie miało miejsca tym razem. Nie było z nim Lucjusza, a po drugie rodzina Malfoy w czarodziejskim świecie nie znaczyła już tak wiele. Ojciec blondyna nie był już wysoko postawionym pracownikiem Ministerstwa, który groził wszystkim i tym zaskarbił sobie szacunek, uznanie. Teraz był zwykłym aptekarzem jak za dawnych lat, dziadek Dracona. Nie kłaniano im się, nie bano się ich, byli teraz jak każdy normalny czarodziej w tym świecie. Byli nikim.
Młody mężczyzna przełykając gorycz porażki (coś, czego nie umiał Lucjusz, więc na pewno nauczyła go tego matka, która była pokorna i w głębi serca dobra) i rzekł ciche "dzień dobry", po czym podał listę książek pracownikowi sklepu. Sam stanął gdzieś w rogu i począł przeglądać nowości wydawnicze. Nudy. Nudy. Jeszcze większe nudy. Drzwi księgarni się otworzyły, a w nich ujrzał istotę zaiste piękną. Delikatna, o jasnej cerze, poruszająca się jakby płynęła, a nie stąpała po ziemi. Rude włosy przykrywały jej twarz, lecz i tak dojrzał bijące z niej piękno. Przełknął pomału ślinę i ani myślał obrócić wzrok. Stał tam jak zaczarowany. Wiedział, że to czyn iście bezczelny tak wpatrywać się w kogoś, lecz.. on poczuł się jakby uderzyła go strzała amora. Go. Draco Lucjusza Malfoya! Do tej pory nawet nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie zdolny do miłości. Z równą bezczelnością również przysłuchiwał się rozmowie dziewczyny z właścicielem. Zapewne będzie nową uczennicą w Hogwarcie, co nie dziwne, gdyż wielu uczniów zmieniało szkoły, teraz, po bitwie, po tym wszystkim co się wydarzyło przez ostatni rok. Większość uciekała z Anglii, a inni wręcz się do niej pchali ciekawi tego jak Szkoła Magii podniesie się z kolan. On sam chciał wybrać się do Durmstrangu, lecz ten, sam musiał podnieść się z popiołów, gdyż dyrektor jak i większość grona pedagogicznego było w szeregach śmierciożerców.
- Panie Malfoy. Pańskie zamówienie! - Irytujący głos pracownika w końcu wyrwał go z jakby snu, a on chwycił koszyk z książkami, przewracając przy tym oczyma i płacąc. Ciekawe ileż też razy ten musiał powtórzyć te same słowa by w końcu do niego dotrzeć? Obserwując jak dziewczyna przechodzi obok niego, przekrzywił głowę na bok, ani myśląc by odwrócić wzrok, czy opuścić księgarnię, bo przecież swoje zamówienie już miał.
- Jesteś tu nowa, prawda? Nie widziałem Cię w Hogwarcie. - Stwierdził pewnym siebie głosem, odzyskując swoje dawne "ja". Myśl o tym, że trafiła go strzała amora zeszła gdzieś na drugi plan. Znów był pewnym siebie dupkiem, który patrzy z góry na wszystkich. A na dziewczynę patrzył z góry - dosłownie. Uśmiechnął się kącikiem ust, widząc jej speszenie i wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Draco Malfoy, a Ty.. jesteś?
Przekrzywił głowę by spojrzeć w jej tęczówki, których koloru jeszcze nie miał możliwości zobaczyć.
- Masz ochotę na wspólną kawę Sharlene?
Spytał ciepłym głosem, obserwując jej reakcję oraz akcentując jej imię. Czyżby była z Francji? Jej akcent był naprawdę uroczy, a on sam zastanawiał się CO SIĘ Z NIM DZIEJE DO JASNEJ CHOLERY?!
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
SнαяƖєηє
...................................................................................................
Stojąc przy lądzie i czekając na swoje zamówienie, rudowłosa pojęcia nie miała, gdzie podziać wzrok. Wciąż czuła na sobie niezwykle krępujące i peszące spojrzenie blondyna. Udała, iż przegląda pióra stojące na wystawie, choć tak naprawdę jej umysł nie rejestrował w tej chwili nic z oglądanych przez nią rzeczy. Czuła się niezwykle nieswojo i w duchu przeklinała krew ojca, która uczyniła ją w jednej ósmej wilą. Kiedyś nie miała pojęcia, co powodowało, że wiele chłopców patrzyło na nią, jakby byli zaczarowani. Kiedy jednak jej irytacją tym zjawiskiem osiągnęła zenit, postanowiła spytać o to matkę, która wyjaśniła, iż w żyłach Sharlene płynie krew istot o niezwykłej historii, mocy i cechach. Jako wila w czwartej linii nie oddziaływała na chłopców tak bardzo jak jej babcia, która siłą była aż w połowie. Aczkolwiek dla Sharlene to i tak było za dużo. Nie lubiła być w centrum uwagi. Nie lubiła, gdy inni tak się w nią wpatrywali. Nie lubiła myśli, że robią to nie dlatego, że najzwyczajniej im się podoba, ale dlatego, że działa na nich magia jej krwi.
Jej irytację udało się przeistoczyć w rozbawienie - o dziwo - właśnie dzięki blondynowi. Mimo iż stała do niego tyłem oraz w pewnej odległości, zdołała usłyszeć coraz to bardziej zniecierpliwiony głos sprzedawcy, kiedy po raz kolejny i kolejny, i kolejny powtarzał: 'Panie Malfoy, pańskie zamówienie!'. Sheri wiedziała, że nie powinna się śmiać. W końcu to nie wina chłopaka, że dał się ponieść magii wili. Aczkolwiek nienawidziła, gdy ktoś tak natarczywie na nią patrzył, toteż uznała, iż chwila zbłaźnienia się blondynowi się przyda. Zamyśliła się ponownie. Jego nazwisko jakby było dziwnie znajome.. Aczkolwiek nie mogła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek w życiu spotkała kogoś, kto by się tak nazywał.
Z zamyślenia wyrwał ją sprzedawca. W końcu otrzymała swoje zamówienie. Podziękowała grzecznie sprzedawcy i zapłaciła za książki, których.. uhmm.. trochę było. Niezdarnie ujęła stosik w ręce i odwróciła się od lady, by odejść, gdy ujrzała przed sobą blondyna. Jego stalowe tęczówki wlepione w jej własne onieśmielały ją. W pierwszej chwili chciała go minąć i odejść, lecz powstrzymał ją jego głos. Równie dostojny i pewny siebie, co jego postać. Zmieszała się. Nigdy nie potrafiła rozmawiać z chłopcami. O ile niektóre jej koleżanki, które również były w mniejszym lub większym stopniu wilami, wykorzystywały swe wdzięki dla własnych korzyści, o tyle ona nigdy nie lubiła nikogo wykorzystywać. Nie chciała też, by ktoś - nawet tego nieświadom - był wykorzystywany przez jej magiczną aurę, którą roztaczała. Wydawać by się mogło, iż do bycia w centrum uwagi prawie każdego mijanego chłopaka da się przyzwyczaić, lecz dla osoby nieśmiałej, jak Sharlene, nie sposób było się z tym zjawiskiem oswoić.
- Yhm.. Tak.. Jestem nowa. - wymamrotała, patrząc to w górę, na blondyna, to w dół, na stoisk trzymanych przez nią książek, bowiem dłużej niż kilka sekund nie mogła znieść spojrzenia jego szarych oczu w swoje. Czuła się tak bardzo dziwnie! Sytuacji pogorszył fakt, iż spojrzawszy w jego stalowe tęczówki, Sheri uznała, iż są.. nieziemskie. Piękne i niespotykane. Zimne, pewne siebie. I zapierające dech w piersiach. Ponadto chłopak zdecydowanie należał do przystojnych. Jego blada skóra, zapadające w pamięć blond włosy i nieziemskie spojrzenie dodatkowo sprawiły, że pod Sheri ugięły się kolana. Ugh, jakaż była na siebie wściekła, iż nigdy nie potrafiła z przystojnymi chłopcami rozmawiać...
Widząc wyciągnięta w jej stronę dłoń, rudowłosa przełożyła książki tak, by opierały się na.jej jednej ręce i uścisnęła rękę blondyna.
- Sharlene. Sharlene Margritte. Ale wszyscy mówią na mnie Sheri. - rzekła, a zabrawszy dłoń, ponownie podtrzymała zakupy obiema rękoma. Jej umysł pracował. Mogłaby przysiąc, że gdzieś widziała tą charakterystyczną blond czuprynę i to nazwisko!
Niezgrabnie wręczyła chłopakowi stosik swych książek, które zaproponował, a raczej nalegał, iż weźmie i jej pomoże. Nie lubiła tak wyręczać się innymi, aczkolwiek z ulgą pozbyła się ciężaru podręczników. Dla blondyna to był żaden problem, by udźwignąć drugie tyle ksiąg.
- Dziękuję.. - wymamrotała, zdobywając się na nieśmiały uśmiech oraz by po raz pierwszy na dłuższą chwilę spojrzeć na Draco swymi błękitnymi oczami. Usłyszawszy jego propozycje, pomyślała gorzko, iż musi odmówić. Przecież czekała na nią mama... Aczkolwiek przyznać musiała sama przed sobą, że blondyn w pewien sposób przykuł jej uwagę. Nieskazitelna i rzadko spotykana uroda chłopaka robiły swoje... Dodatkowo maniery, którymi niewątpliwie dysponował.
- Przykro mi, ale jestem zmuszona odmówić.. - rzekła przepraszającym tonem. - Czeka na mnie mama, aczkolwiek, jeśli chcesz, możesz do nas dołączyć. Właśnie wybierałyśmy się na kawę i coś słodkiego. - poinformowała z uśmiechem młodego mężczyznę i uśmiechnęła się zachęcająco.
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
Ɗяαcσ
...................................................................................................
Przytrzymując jej dłoń, chwilę dłużej niż to konieczne, złapał również z młodą kobietą kontakt wzrokowy. W jej uosobieniu było coś takiego, co sprawiało, że nie potrafił odpuścić i odejść. Słysząc jej akcent, nazwisko, w końcu począł łączyć wszystko w całość. Zapewne była z Beauxbatons, a jak każdy dobrze wie, większość uczniów z tejże szkoły była w mniejszym czy większym stopniu wilą. Czyżby i piękna Sheri nią była, a jej urok, który strzelił go niczym strzała amora, to była tylko magia krwi? Draco poczuł się oszukany, lecz i nieco się uspokoił. Najwyraźniej nadal było z nim wszystko w porządku. Nadal był dawnym sobą, bez uczuć, bez miłości, z pustką w sercu. Lodowaty i twardy niczym skala. Tak go wychowano i taki po prostu już był. Czy chciał być inny? Może czasem zazdrościł matce jej dobra, ciepła i zdolności do poświęceń. Nie chciał być całe życie jak ojciec. Nie chciał być tchórzem. Wolał siłę, którą nosiła w sobie Narcyza.
- Miło Cię poznać Sheri. Mam nadzieję że za kilka dni zobaczymy się na peronie.
Uśmiechnął się ledwie zauważalnie, a jego głos przejawiał w sobie czystą sympatię. Rzadko kiedy można było zobaczyć aż tak łagodne oblicze Malfoya, a w stosunku do rudej dziewczyny nie potrafił był bezczelny i zimny. Jej magia stanowczo za bardzo na niego wpływała.
- Daj. Pomogę Ci.
Powiedział z naciskiem, głosem nieznoszącym sprzeciwu i chwycił jej książki, które dla niego nie stanowiły żadnego problemu. Może i wyglądał jak typowy chudzielec, ale całe lato spędził na trenowaniu swojego ciała i umysłu. Po wydarzeniach w Hogwarcie, całej tej bitwie i wszystkiemu co z tym związane, przeszedł wielkie zmiany i chciał być gotowy na wszystko, co przyjdzie w przyszłości. Aktualnie jego myśli były również zajęte przez to jak w ogóle wygląda jego szkoła. Czy odrodziła się z popiołów niczym Feniks? Czy grono nauczycielskie zostało zebrane? Czy dużo rodzin zabrało swoje dzieci do innych szkół? Nie żeby Malfoy się tym nader przejmował, jednak ostatni list, który otrzymał jako prefekt był .. dość interesujący. Wszyscy uczniowie zostali zobowiązani do poprawiania klasy, przez co pierwsze będą o wiele liczniejsze niż to zazwyczaj bywało, a on sam musiał wrócić by dokończyć siódmy rok nauki. Słysząc odpowiedź dziewczyny pokiwał głową.
- Nie będę wam przeszkadzał. Nie pozwolę Ci tego jednak dźwigać, więc na pewno Cię odprowadzę do kawiarni.
Powiedział z uśmiechem i ruszył ku wyjściu, drzwi pchnął nogą i w ten sam sposób je przytrzymał by rudowłosa mogła przejść.
- Skąd pochodzisz Sheri? Choć twój akcent wskazuje mi na Francję?
Zagaił zerkając co rusz na dziewczynę, gdy ramię w ramię szli w stronę gdzie już czekała na nią jej matka.
- Co zmusiło Cię do zmiany szkoły?
Chcąc nie chcąc ciekawska natura blondyna wzięła w górę, a i jakby urok wili pomału się ulotnił, więc młody czarodziej mógł być znów sobą, ale czy chciał? Najwyraźniej nie do końca, bo pozwolił by ciepłe uczucia doszły do głosu, co było niezwykle dziwne i nowe.
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
SнαяƖєηє
...................................................................................................
Słowa blondyna sprawiły, że Sheri czuła, iż w pewnym stopniu jej policzki przybrały rumiany kolor. Draco wyraził chęć kolejnego spotkania, a ona nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy raczej próbować się wywinąć. Wydawało się jej to miłe, iż chłopak zwrócił na nią uwagę, bowiem bała się bycia odludkiem przez cały rok szkolny. A zawarta już teraz znajomość mogłaby pomóc jej odnaleźć się w hogwarckim świecie. Aczkolwiek wiedziała, że jego zainteresowanie jej osoba wynika najpewniej z magii jej krwi. Ponadto nie chciała za bardzo spoufalać się z żadnym chłopcem; przecież we Francji czekał na nią jej chłopak!
- Myślę, że istnieje takie prawdopodobieństwo. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na jego wzmiankę o spotkaniu na peronie. Z pewnością się spotkają. Oboje w końcu będą jechać tym samym pociągiem. Nawet jeśli w środku będą panować tłumy, Sheri i tak zdoła wyłapać wśród nich charakterystyczną, blond czuprynę, która znacznie będzie górowała nad większością czarodziejów, bowiem Draco należał do wysokich mężczyzn. Sheri musiała lekko zadrzeć głowę, by móc na niego spojrzeć. - Nie będziesz przeszkadzał, naprawdę. - powiedziała cicho, lecz wystarczyło jej jedno spojrzenia na twarz Draco, by wiedzieć, że chłopak nie da się już przekonać. Ruszyła w kierunku drzwi, chcąc je otworzyć i przepuścić blondyna, który niósł dwa razy więcej książek, niż powinien. Ten jednak ją uprzedził i zręcznie sobie radząc, to on przepuścił rudowłosą przodem. Ruszyli w kierunku kawiarni naprzeciwko, gdzie jej matka miała czekać na nią z czymś słodkim.
- Zgadłeś. - uśmiechnęła się lekko, spoglądając na idącego obok niej Draco. - Mieszkałam we Francji od urodzenia. Mój tata jest Francuzem, mama pochodzi stąd, z Anglii. - wyjaśniła, sama nawet nie pytając Draco o jego pochodzenie. Widać było, iż jest rodowitym Brytyjczykiem.
- Ja.. My.. - zacięła się lekko, nie spodziewając się takiego pytania i nie przygotowując się kompletnie na odpowiedź na nie. Przecież nie powie, że ojciec zdradził matkę z jej nauczycielka!
- Mama chciała wrócić w rodzinne strony. - rzekła, co poniekąd prawdą było. Jedynie zataiła fakt o zdradzie i rozwodzie. A to przecież kłamstwo nie było! Dotarli do kawiarni. Dystans w końcu nie był daleki, bo jedynie musieli przejść przez szerokość uliczki. Tym razem to Sharlene otworzyła Draco drzwi i puściła go przodem, wchodząc do lokalu zaraz za nim. Od razu dostrzegła przy jednym ze stolików rudowłosą kobietę, po czym ruszyła w jej stronę, prowadząc za sobą blondyna.
- Mamo, to jest Draco Malfoy. Też idzie w tym roku do Hogwartu. Pomógł mi przynieść książki.. - odezwała się do matki, podczas gdy młody mężczyzna odkładał jej podręczniki na stolik.
- Draco, to moja mama. Też kiedyś chodziła do Hogwartu. - odwróciła się w stronę blondyna, chcąc jakoś zagaić rozmowę i znaleźć wspólny temat. Ten jednak wydawał się być nieco zdystansowany, a stojąca tyłem do matki Sheri nie zauważyła tęgiej miny rodzicielki.
- Dziękuję za pomoc. Jesteś pewien, że nie napijesz się z nami kawy? - spytała raz jeszcze, chcąc obdarzyć chłopaka życzliwością. Usłyszała jednak głos matki szybciej, niż odpowiedz blondyna.
- Przykro mi, Sharlene, ale musimy się zbierać. Dzwoniła babcia, pilnie potrzebuje nas w domu.
Nim Sheri spostrzegła, matka już pakowała jej książki do torebki, na której użyła uprzednio zaklęcia, by ta mogła pomieścić wiele więcej rzeczy. Naprawdę wiele. Rudowłosa ponownie odwróciła się do blondyna.
- Przykro mi, że tak wyszło.. W takim razie spotkamy się na peronie. Do zo..
- Sharlene. Wychodzimy. Babcia czeka. - matka już stała spakowana i czekała na córkę. Sheri dopiero teraz spojrzała na jej oblicze i spostrzegła malujące się na jej twarzy napięcie. Czym prędzej ruszyła za matką, myśląc, że pewnie coś się stało z babcią. Bo niby czemu matka byłaby tak zdenerwowana po telefonie od niej? Nim opuściła kawiarnię, obejrzała się jeszcze przez ramię na blondyna, posyłając mu przepraszający uśmiech. Gdyby tylko wiedziała, że matka kłamie na temat telefonu, a z jej babcia wszystko jest w porządku... Być może zostałaby w kawiarni. Lecz dopiero w aucie Sheri dowiedziała się prawdy.
- Co z babcią? Coś się stało?
Matka jednak jakby zignorowała jej pytanie. Minę wciąż miała tęgą, gdy patrząc przed siebie skupiła się na prowadzeniu auta.
- Mamo..?
- Nigdy więcej nie chcę zobaczyć cię w towarzystwie tego chłopaka, rozumiesz?
Sharlene zamurowało. Spojrzała na matkę zszokowana.
- Mamo, ale o co ci cho..
- To Malfoy! Śmierciożerca! Cała jego rodzina to śmierciożercy i sługi Czarnego Pana! Nie pamiętasz już gazet? Nie pamiętasz artykułów o jego ojcu?! - matka była naprawdę zła. A Sharlene zaczęła łączyć fakty. Już pamiętała. Już wiedziała, skąd kojarzy nazwisko chłopaka. I te jego charakterystyczne blond włosy.. Nie raz bowiem widziała je w gazecie. Lecz nie u niego, a jego ojca. Ba! Raz nawet, będąc u matki w ministerstwie, spotkała tego człowieka na żywo, podczas jego podróży służbowej. Nie wspominała tego spotkania miło.
Mężczyzna emanował pewnością siebie, wrogością i wyższością. Jakby uważał się za lepszego od innych. Była nawet świadkiem, gdy podłe potraktował jednego z pracowników, który w pędzie pracy wpadł na niego przez przypadek. Ale przecież Draco taki nie był.. Nie wywyższał się.. Nawet jej pomógł! Nic nie odpowiedziała. Pogrążyła się w myślach. Matka natomiast myślała, iż córka zrozumiała, z kim miała do czynienia i do serca wzięła sobie jej słowa. Pani Rachel nie chciała bowiem, by jej córka zadawała się z byłym śmierciożercą. Zwłaszcza, że sama przez podobna relacje przeszła i wiedziała, jak bardzo była bolesna i niekiedy wręcz niebezpieczna..
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
Ɗяαcσ
...................................................................................................
Cała magia wili wyparowała, a on znów był dawnym sobą. Pewnym siebie, zimnym, oschłym, lecz w granicach rozsądku, bo dla tej rudowłosej panienki wcale nie chciał być najgorszą wersją siebie. Tak naprawdę już od dawna nie chciał być takim, jakim wychował (a może i wytresował?) go ojciec. Zauważył, że odkąd stawał się stopniowo nieco milszym dla ludzi, spotykało go wiele przyjemnych niespodzianek, a i jakby wokół niego zrobiło się nieco sympatyczniej. Zniknęła gdzieś ponura aura, smutek, złość. Tak samo jak i dziś. Już nie jedną wilę przecież spotkał, ich urok działał na niego za każdym razem, czy to mocniej, czy słabiej, ale on reagował na to nerwowo i odpychał to od siebie. Dziś zaś dał się ponieść oczarowanemu sercu. Namówić się jednak na kawę z rodzicielką rudej czarownicy nie dał tak czy siak. Nie były mu po drodze tego typu spotkania. Jedno spojrzenie, więc wystarczyło by Sheri odpuściła ten temat.
Pokiwał głową na wypowiedź dziewczyny co do jej korzeni i na tym w sumie temat uciął. Nie trzeba było być niezwykle mądrym by domyśleć się, że dziewczyna pochodzi z Francji, a przyjemniej jedno z rodziców ma w sobie krew wili, o to jednak pytać nie zamierzał, gdyż mogłoby to być źle odebrane. Jedną już taką znał, a raczej nie reagowała dobrze na pytania o swoje pochodzenie, krew czy urok, który mimowolnie "rzucała" na innych. Była wręcz przewrażliwiona na tym punkcie. Ach ta Daphne, kto by pomyślał, że minęły już 4 lata od Turnieju Trójmagicznego, a ona była jedną z koleżanek wspaniałej i nadętej Fleur.
Fakt dziwnej odpowiedzi, speszonego wzroku oraz zawahania w głowie całkowicie pominął. Przecież to nie jego sprawa, dlaczego rudowłosa się tu przeprowadziła, a czuł, że kryje się pod tym coś więcej jak tylko powrót w rodzinne strony. Nic więcej jednak nie powiedział, a nim się obejrzał to doszli do kawiarni. Tym razem to Sheri go ubiegła i otworzyła drzwi, by mógł przejść ze stertą książek. Uśmiechnął się więc ciepło i podziękował cicho, jego wzrok zaś padł na postać siedzącą w głębi kawiarni. Tak samo ognistorude włosy wskazywały jednoznacznie kim jest starsza kobieta oraz po kim piękna, młoda czarodziejka odziedziczyła taki kolor. Nie uszło również jego uwadze nagłe spięcie i zimny wzrok kobiety. Zdawał się jednak nie zwracać na to uwagi. Grzecznie tylko powiedział "dzień dobry" po czym postawił książki należące na ladzie.
- Miło mi Panią poznać.
Przytaknął lekko głową, nie spuszczając wzroku z kobiety. Miała tak samo pewne siebie spojrzenie jak i on, lecz blondyn starał się lepiej ukrywać chłód od niego bijący, w przeciwieństwie do Pani Margritte. Nie wiedział czemu kobieta na niego tak reaguje, lecz powód musiała mieć zaiste wielki. Z drugiej zaś strony daleko szukać nie trzeba było, przecież proces jego rodziny w Ministerstwie po bitwie był szeroko komentowany z każdego wręcz zakątku magicznego świata. Na jego szczęście jak i Narcyzy oraz Lucjusza nikt skazany na Azkaban nie został, a duża zasługa w tym Pani Malfoy, która martwiąc się o syna, skupiła się tylko na jego odnalezieniu, a później czym prędzej opuścili całą walkę, ukrywając się w innym kraju, aż do zakończenia całej tej wojny oraz śmierci Czarnego Pana. Na jego przedramieniu do dziś był jednak wstrętny znak, którego nigdy się nie pozbędzie, a całe życie będzie musiał pamiętać o tym kim był i co robił, a wbrew pozorom nie napawało go to wcale dumą, jak za dawnych lat, gdy był zwykłym szczeniakiem, który chciał być KIMŚ.
Nim zdążył odpowiedzieć na pytanie rudowłosej, jej matka w tempie ekspresowym weszła jej w słowo, a młody Malfoy doskonale wyczuł aluzję. Nie uwierzył w bajeczkę o babci, a w jego głowie ciągle było zdanie "Moja mama też kiedyś chodziła do Hogwartu". Co oczywiste nasunęło mu się od razu to, że znała jego ojca, z którym blondyn na pewno utnie sobie na ten temat małą pogawędkę. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła mówią, cóż.. on i tak już tam ma zaklepane miejsce.
- Do zobaczenia Sharlene.
Powiedział cicho, choć dziewczyna nie mogła już tego usłyszeć, a on mógł tylko odprowadzić ją wzrokiem. Poczuł również dziwną tęsknotę, spowodowaną zapewne magią wili. Teraz był już na sto procent przekonany, że własnie tym w jakiejś tam części była dziewczyna. Lokal opuścił dość pospiesznie, gdy tylko usłyszał pierwsze "Patrz. To syn Lucjusza". Wolał uniknąć rozkręcenia się plotek i szyderczych spojrzeń. Już wiele się nasłuchał na swój temat podczas procesu w Ministerstwie Magii.
Kolejne dni upłynęły mu dość spokojnie. Przygotowania do szkoły. Pakowanie. Kolejny listy od Pani Dyrektor, którą oczywiście została Profesor McGonagall. O dziwnym było to, że czarownica nie pozbawiła go przywileju bycia prefektem, a tylko przypomniała mu o wszystkich ciążącym na nim obowiązkach. Z ojcem również zdążył porozmawiać, lecz nie wydobył z niego za wiele, za to Cyzia, która "niechcący" słyszała ich rozmowę opowiedziała mu o wiele więcej. Chociażby to, że Rachel pragnęła zdobyć serce jego ojca już od piątej klasy w Hogwarcie. Może i by się jej to udało, lecz Malfoy odsuwał ją od siebie na rzecz czarnej magii i fascynacji Voldemertem, czego może i Narcyza nie podzielała, lecz to ona od zawsze wręcz miała miejsce w sercu Lucjusza, a o czym biedna Rachel chyba nie wiedziała. Czyżby więc kobieta ciągle chowała żal za lata szkolne gdzie przegrała z Narcyzą w walce o serce Malfoya? A może chodziło o obecne czasy gdzie to cała rodzina stanęła przed wyborem Czarny Pan czy rodzina? Czy uwierzyłaby, że młody czarodziej nie jest taki sam jak jego ojciec, a przez ostatni rok przeszedł wielką przemianę? Czy uwierzyłaby, że nie jest już pod wpływem Lucjusza tylko myśli samodzielnie i stara się.. być lepszym człowiekiem?
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
SнαяƖєηє
...................................................................................................
Stojąc na peronie 9 i 3/4 czuła się jak totalny odludek. Siedemnastolatka ze strachem w oczach patrzyła na otaczających ją uczniów, witających się po wakacjach, opowiadających sobie wzajemnie jak je spędzili, zachwycając się powrotem do szkoły. Tylko ona jedna stała skulona pod filarem w towarzystwie matki, trzymając w dłoni rączkę kufra i wcale nie ciesząc się na rozpoczęcie roku szkolnego. Wzrokiem błądziła po zebranym tłumie, chcąc odnaleźć jedną jedyną jej znaną osobę. Mimo zakazu matki, z którą na ten temat już więcej jednak nie rozmawiała, chciała poznać Dracona bliżej. W końcu jest już po wojnie. Czarny Pan nie żyje. A młody Malfoy sprawiał wrażenie zgoła innego, niźli jego ojciec.
- Mamo, błagam. Zdążymy jeszcze wrócić do Francji na rozpoczęcie roku. - powiedziała rozpaczliwie, patrząc na rudowłosą kobietę błagalnym wręcz wzrokiem. Ta jednak podkręciła głową i ze smutną miną, założyła córce kosmyk włosów za ucho.
- Sheri, wiem, że to dla ciebie trudne. Ale wiesz, że nie możemy tam wrócić. Żadna z nas nie chce patrzeć na ojca budującego sobie nową rodzinę.. - rzekła, a Sharlene pokiwała jedynie głową. Rozumiała ją. Ale jednocześnie tak bardzo bała się nowej szkoły! A co, jeśli źle ją tam przyjmą i cały rok będzie niczym odludek?
- Pamiętaj, Sheri. Ja również uczęszczałam do Hogwartu. To magiczne miejsce. Na pewno się w nim zakochasz i będziesz żałować, że nie dane ci było poznać go wcześniej. - uśmiechnęła się blado i spojrzała na lokomotywę, która głośnym dźwiękiem obwieszczyła rychły odjazd. Kobieta ucałowała swą córkę w czoło.
- Jestem pewna, że sobie poradzisz, Słońce. A teraz leć już, bo się spóźnisz.
Sharlene niechętnie ruszyła ku wejściu do pociągu. Ciągnąć za sobą kufer, obejrzała się na matkę, która wciąż stała pod filarem, patrząc na oddalającą się latorośl. Sheri przysiąc by mogła, iż widziała łzy spływające po policzkach matki. Gdy była tuż przed wejściem do wagonu, ktoś nagle wyszedł ze środka, stając tuż przed nią. Uśmiechnęła się na widok blondyna, którego uprzednio tak wypatrywała w tłumie, a którego znaleźć nie mogła.
- Witaj, Draco. - przywitała się, ciesząc się, że chłopak jednak nie zapomniał, iż ją poznał, a chęć miał dalej tę znajomość ciągnąć. Miłe wrażenie sprawił kolejnym dżentelmeńskim gestem, kiedy to ujął rączkę jej kufra w dłoń, jednocześnie rozplatając jej palce na niej zaciśnięte. Sharlene oddała mu więc kufer, pozwalając mu być dżentelmenem i dając mu poprowadzić się przez pociąg. Miłe było jego zachowanie. Nie wiedziała jednak, iż matka, wciąż stojąca na peronie, sądzi zgoła inaczej nie dostrzega jego dobrych manier ani intencji. Widziała w nim jedynie wroga. Śmierciożercę. Syna swej dawnej miłości... Sharlene natomiast już nie czuła się zagubiona i wystraszona. Cóż jedną jedyną znajomość może zrobić z człowiekiem? Wystarczyło, by Sheri poznała choć jedną osobę, a od razu czuła się pewniej. Nie, jak odludek.
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
Ɗяαcσ
...................................................................................................
Powrót do Hogwartu był dla czarodzieja niczym, powrót syna marnotrawnego do domu. Szczerze gdzieś w głębi serca cholernie tego bał się. Wiedział, że ani Potter ani jego rudy, durny przyjaciel nie wrócą do murów szkoły, więc miał ich z głowy, lecz i tak się bał. Jego nazwisko już nic nie znaczyło, bogactwem rodziców chwalić się nie zamierzał uważając to za iście dziecinne zachowanie. Tak naprawdę Malfoy aktualnie był.. n i k i m. Zapewne nawet nikt już nie uwierzy w to, że jest groźny, bezczelny, czy pewny siebie. Nie brakło mu tych cech rzecz jasna, lecz nie budził strachu jak kiedyś ani nie wzbudzał szacunku. Był jak każdy inny uczeń. Widząc Hermionę na peronie skinął jej lekko głową i ruszył dalej. Zero złośliwości. Nic. Gdyby ktoś go właśnie obserwował z dawnych znajomych spytałby, czy aby na pewno dobrze się czuje.
Draco zmieniał się każdego dnia, a im bym dalej od ojca tym bardziej przypominał matkę. Może też właśnie że względu na nią nie czekał przed pociągiem na Sheri jak obiecał. Przecież.. matka opowiedziała mu o wszystkim, a w jej oczach ciągle widać było ból, gdy mówiła o tym co łączyło Lucjusza i Rachel. Ich kwitnące uczucie zagrażało związkowi z Cyzią, gdyby stary Malfoy nie wybrał inaczej to Rachel by zajęła miejsce Narcyzy. A Draco.. być może nigdy by się nie urodził. Rozglądając się za Pansy wsiadł do pociągu i udał się na sam jego przód. Jako prefekt miał ten przywilej, że żaden dzieciak się do niego nie dosiądzie, a i cały przedział jak dobrze pójdzie, będzie tylko jego. Lecz czy na pewno? Przez okno dostrzegł tą dobrze znaną już sobie rudą czuprynę. Nie mógł oderwać od niej wzroku, więc widząc, że ta już pożegnała się z matką ruszył jak oparzony z miejsca i pojawił się w drzwiach wyciągając automatycznie dłoń po walizkę dziewczyny. Pal licho, iż miał trzymać się od niej z daleka..
Nie mówiąc nic zaniósł ją do przedziału, gdzie winny się znaleźć wszystkie bagaże uczniów, a wcześniej wskazał miejsce dziewczynie gdzie ma usiąść. Po kilku minutach wrócił, po drodze sprawdzając przedziały w poszukiwaniu Pansy i innych znajomych. Nikogo jednak nie ujrzał, a uczniów siódmej klasy było niczym na lekarstwo. Wielu nie zdecydowało się na powrót do Hogwartu, inni wybrali inne szkoły, a kilka osób również zginęło podczas bitwy, jak chociażby Crabbe. Wróciwszy do dziewczyny usiadł na przeciwko niej i uśmiechnął się lekko, nie wiedząc jak ma zagaić rozmowę prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu. Wstydź się, Malfoy.
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
SнαяƖєηє
...................................................................................................
O ile znajomość Draco pomagała jej czuć się lepiej wśród tłumów nieznajomych dla niej uczniów, o tyle samo jego towarzystwo niezmiernie ją peszyło. Podobnie jak jego dziwne zachowanie. Dzisiejszego dnia Draco wydawał się zastanawiająco nieswój. Nie odezwał się do niej ani słowem w drodze przez pociąg, jedynie wskazał jej miejsce, gdzie może usiąść. Sharlene postąpiła zgodnie z jego wskazówkami i zajęła miejsce przy oknie, chcąc choć mijanymi krajobrazami urozmaicić sobie nudną, długą podróż. Nieco się zawiodła. Myślała, że Draco zostanie z nią w przedziale bądź przedstawi ją innym uczniom, by ta nie czuła się zbyt obco i źle w nowym otoczeniu. Ale on nie tylko nie zapoznał jej z innymi, ale też zostawił samą we wskazanym uprzednio przez siebie przedziale. Sheri poczuła lekki zawód. Czyżby matka miała rację? Czyżby blondyn był tak samo arogancki i wywyższający się jak jego ojciec? Odpowiedzi na to pytanie nie znała. Aczkolwiek ignorancja z jego strony wskazywała na jego duże podobieństwo do rodzica. Nawet jeśli, w księgarni zrobił zgoła inne wrażenie... Jej przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi przedziału.
Przekręciła głowę i ujrzała w nich w Draco, o którym tak się zamyśliła. Nie, żeby ciągle chodził jej po głowie. Aczkolwiek próbowała rozgryźć tego młodego mężczyznę. Czy jest wart jakiejkolwiek znajomości? Uśmiechnęła się delikatnie. Żadnym, jakimkolwiek gestem czy słowem nie dała mu do zrozumienia, iż zna co nieco faktów na temat jego rodziny. Nie chciała skreślać chłopaka już na starcie. Sharlene bowiem nigdy do uprzedzonych z góry osób nie należała. Zawsze szukała w każdym dobra, a jeśli czynił zło, to przyczyn jego przykrego zachowania. Kilka pierwszych minut podróży minęło w niezręcznym milczeniu. Sharlene niezmiernie chciała zagaić jakoś rozmowę, aczkolwiek nie bardzo pojęcie miała jak. Patrzyła więc w okno, na mijane krajobrazy, co rusz zerkając też na Draco. W końcu nawiązała się między nimi nić porozumienia. Sama nie pamięta, czy to ona odezwała się pierwsza, czy zrobił to blondyn. Pewnym zaś było, iż przybycie pani ze słodyczami kilkanaście minut później jeszcze bardziej skutecznie pomogło im znaleźć wspólny język. Objadając się magicznymi słodkościami, rozmawiali tak naprawdę o wszystkim i o niczym. Malfoy opowiadał rudowłosej o Hogwarcie, o domach, quidditchu, nauczycielach... Sheri natomiast opowiadała mu o Beauxbatons i swoich nauczycielach. Przy okazji dowiedziała się również o funkcji prefekta, która to zmusiła Draco do obchodu pociągu, przez który pozostawić musiał Sharlene samą na kilkanaście minut. Na miejsce dotarli, gdy słońce schowane już było za horyzontem, a na zewnątrz panowała wczesna noc. Sheri wraz z Draconem opuściła pociąg, rozglądając się z zainteresowaniem. Tutejsza podróż do szkoły przebiegała zgoła inaczej, niźli jej dotychczasowe wycieczki do Beauxbatons. Rozglądała się, lecz nigdzie nie widziała jeszcze szkoły. Ciekawa więc była, jaki będzie dalszy ciąg wycieczki.
............................................................................................................................................................
✧✧ ♛ ✧✧
Ɗяαcσ
...................................................................................................
Początkowe skrępowanie odeszło w niepamięć, gdy któreś z tej dwójki w końcu zagaiło rozmowę. Zaczęło się wręcz niewinnie od pogody, podróży czy tego co właściwie Draco robił, gdy przez dłuższy czas nie wracał do przedziału. Młody mężczyzna już nawet nie wiedział kto zaczął. Czy to było tak ważne? Wyjaśnił jednak czarownicy, że bagaże zostawia się na końcu pociągu, bo później skrzaty roznoszą je do pokoi właścicieli, by ci nie musieli się tym szczegółem martwić. Musiał również zrobić obchód pociągu gdyż było to jedno z jego zadań. Zdenerwował go jednak fakt, iż Hermiona Granger została prefektem naczelnym swego domu. Ciekaw był zaś kto wobec nieobecności Pansy będzie drugim prefektem Ślizgonów oraz kto zostanie wybrany na naczelnego gdyż zawsze było ich dwóch. Droga choć dość długa, minęła szybko a wystarczyło tylko dobre towarzystwo i dużo, naprawdę dużo magicznych słodyczy. A jako opiekun Draco musiał interweniować tylko dwa razy co było liczba nadzwyczajnie mała w porównaniu do lat ubiegłych. Po tym jak pociąg się zatrzymał, młody czarodziej opuścił go wraz z nową koleżanką. Ramię w ramię ruszyli w stronę przygotowanych już powozów. Dzieciaki pierwszoroczne zaś zostały poprowadzone do łodzi przez nauczycieli. Powozy wyglądały jakby były prowadzone wręcz przez niewidzialna siłę. Prawda jednak było że prowadziły je testrale, które mogli zobaczyć tylko ci którzy widzieli czyjąś śmierć i zyskali emocjonalne zrozumienie tego, co ona oznacza. Zawsze były niewidzialne dla tych osób, które nie widziały czyjejś śmierci oraz dla tych, którzy widzieli, ale jej nie zrozumieli. Mimo wszystko wśród uczniów panował mit że powozy poruszają się same bo nikt tychże zwierząt nie widział aż do teraz bowiem dało się usłyszeć westchnięcia czy wręcz okrzyki przerażenia. Wielu z młodych ludzi podczas bitwy przeżyło śmierć bliskich osób i mogło w końcu dostrzec te magiczne zwierzęta. Widząc zdziwiona minę rudej dziewczyny, Draco pospiesznie wyjaśnił jej wszystko o czym chwilę wcześniej myśl i wsiadł do powozu pierwszy tylko dlatego by podać pomocną dłoń czarownicy. Droga do zamku wiodła przez las i pola, a młodsi uczniowie mogli podziwiać rzekę która tej nocy była pięknie oświetlona, czego o ich przerażającej wręcz drodze powiedzieć nie można było. Z oddali w końcu jednak wyłonił się zamek, który widziany po raz pierwszy robił na każdym takie samo wrażenie. Zapierał dech w piersiach swoją okazałością i mrocznym klimatem.
............................................................................................................................................................

Komentarze
Prześlij komentarz